Poznajmy się lepiej
Urodziłem się blisko Tatr. Pamiętam, że już jako młody chłopak wychodziłem na okoliczne wzniesienia i przesiadując tu i tam, przez lornetkę oglądałem imponujący tatrzański krajobraz. Wydaje mi się, że już wtedy, góry totalnie zawładnęły moim umysłem ;) Poznawanie Tatr kontynuowałem w czasach licealnych, łażąc z kolegami niemal wszędzie... Kiedy jednak pojawiła się potrzeba wspinania, meandry losu zaprowadziły mnie najpierw na kurs taternika jaskiniowego a następnie w głąb Czerwonych Wierchów, do najgłębszych jaskiń środkowej Europy. Zjeżdżaliśmy na linach 700 metrów pod ziemię uczestnicząc w wielodniowych biwakach. Ekscytowało nas, że w środku, niby cywilizowanego kontynentu, można było wspinać się, eksplorując dziewicze, nieznane światu pionowe kominy i studnie. To była mega przygoda, która w kolejnym etapie, po uzyskaniu uprawnień instruktorskich przeplatała się z działalnością szkoleniową (Speleoklub Tatrzański, TKG Vertical). Mimo, że całe to "zauroczenie" podziemnym światem trwało niemal 15 lat, nieustannie ciągnęło mnie do słońca. W Tatrach – już na powierzchni – pokonałem kilkaset dróg wspinaczkowych – latem i zimą, trudnych i łatwych, mikstowych, lodowych i skalnych. To właśnie jakaś potrzeba poszukiwania górskiej przygody poskutkowała pomysłem przejścia Wielkiej Korony Tatr w ciągu jednej akcji górskiej. Plan zrealizowałem w niespełna 60 godzin – co najważniejsze – nie ścigając się z nikim poza sobą… Naśladowcy pojawili się później CZYTAJ. W ostatnich latach ciężar mojej działalności górskiej wyraźnie przeniósł się w stronę alpejskich ścian i szczytów, również zimą i również narciarsko. Jednak mimo momentów zachwytów i emocji, muszę przyznać, że tylko w Tatrach czuję się jak w domu…
Dla zorientowanych i mocno zainteresowanych ;)
Paweł Orawiec