Filar Leporowskiego

Od dawna miałem ochotę zrobić tę drogę samemu i zimą. Byłem już na niej kiedyś, w zamierzchłych czasach. Nawet nie potrafiłbym odtworzyć daty (chyba lato 1993 albo 1994?) ale razem z Sebastianem, moim partnerem byliśmy wówczas totalnie nieopierzonymi kurczakami. W jakiś dziwny sposób przeżyliśmy to doświadczenie, choć wycieczka obfitowała w momenty, na których wspomnienie jeszcze dzisiaj dostaję gęsiej skórki... ;) Pamiętam moją szamotaninę w trudnościach kiedy próbowałem wbić jakiegoś haka... Tak, dzisiejsi wspinacze, obwieszeni kolorowymi, wymyślnymi gadżetami łatwo zapominają, że jeszcze na początku lat 90-tych przy uprzężach młodych taterników dyndały głównie haki, czasem samoróbki i co najwyżej parę ukraińskich kości... Te ostatnie zaś, wypadały ochoczo zwłaszcza, że wpinało się je do liny za pomocą pojedynczych karabinków ;)

Los tak sprawił, że wróciłem tutaj po latach. A wrażenia? No, przyznam wprost - trudności drogi po raz kolejny mnie zaskoczyły. Zapomniałem, że to wszystko na dole jest mocno spionowane i eksponowane a w warunkach zimowych wymaga znacznej koncentracji i wysiłku

Data: 05.03.2018, solo 6.30 h, 2xA0

Start z Brzezin o 6 rano, początek wspinania o 11.30, na szczycie o 18 a powrót granią i Żlebem Kulczyńskiego. Na Brzezinach o 21.15